NoNameIn.Net

Samobójstwo - Jak bezboleśnie popełnić samobójstwo????

Zagubiona życiem.. - Sob 06 Paź, 2007
Temat postu: Jak bezboleśnie popełnić samobójstwo????
poproszę o radę..
Gość - Sob 06 Paź, 2007

Coś więcej napiszesz?
Floyt - Sob 06 Paź, 2007

Przykro mi zagubiona, ale takich rad tutaj nie udzielamy.
Mozemy sprobowac Ci pomoc, cos podpowiedziec czy doradzic w wypadku gdy bedziesz chciala wyjsc z dolka, ale powinnas wtedy napisac cos wiecej o sobie i o tym co Cie trapi, do czego zachecam.

F.

cerin'a - Sob 06 Paź, 2007

Hey .
O wiele bym dała by także znać odpowiedż... Wiele bym dała by znać sposoby, ale sposoby to nie wszystko.
Najważniejsza w tym jest odwaga i mogę nawet powiedzieć, ze odpowiedzi można znać... Nie wszystkie aczkolwiek pare... Chociaż sama znajomość sposobu na bezbolesną śmierć? A taka jest? Wydaje mi się, że nie ma
Bo możesz to zrobić tabletkami, ale co z tego jeśli może sie okazać, ze boleć będzie a Ty przeżyjesz?
Możesz poczytać w necie o bezbolesnym podcinaniu sobie żył, ale jaką masz pewność, że CIEBIE też nie będzie bolec?
Żadnej...
Każda śmierć jest w stanie boleć... Więc ja nie wierze w bezbolesną śmierć, a skacząc z 10 piętra może sie okazać, ze też zacznie Ciebie coś boleć...
Miałam pomóc, nie bardzo mi się to udało... Więc powiem tylko, ze odradzam... Pożyj na złość innym

DeadWing - Nie 07 Paź, 2007

Nawet jak znajdziesz bezbolesną śmierć dla siebie, to pamiętaj, że dla twoich bliskich twoja śmierć bedzie długo i boleśnie odczuwalna.

Nawet jak jest ci bardzo źle i nie widzisz szans dla siebie, postaraj sie jakoś przetrzymać ( a choćby na złość światu, jak Cerin'a pisze) - jest zawsze szansa, że po tym przyjdą dobre dni i wszystko bedzie OK (sądzę, że na pewno tak bedzie - tylko kwestia czasu).

Zagubiona życiem - Sob 24 Lis, 2007

w takim razie trafiłam na złe forum..przykro mi ale nie szukam pomocy jak wyjść z dołka,bo mi to nie potrzebne..i niechce żeby mi ktoś pomagał żeby wyjść z depresji..dlaczego ludzie tylko chcą pomóc z tego wyjść a nie chcą pomóc tego dokonać..
Trinity - Sob 24 Lis, 2007

Poniewaz samobójstwo jest złe, tak w prostych słowach. Dla nas znaczy unicestwienie, pozbawienie siebie możliwości rozwijania, wzrastania, naszym bliskim rozrywa serca. Potrzeba mnóstwo czasu by jakoś poukładać samobójstwo bliskiej osoby, dlatego nikt nie radzi jak to zrobić. Co doradzisz osobie która to przeżyła ?Co doradzisz komuś komu na Tobie zależy ? Rozumiem, Twoje własne życie masz prawo je sobie odebrać...ale czy to jedyne wyjście ?
identity - Wto 27 Lis, 2007

każda śmierć boli.
każda samobójcza śmierć boli.
możecie mi wierzyć, nie ma bezbolesnego sposobu.
Bo nawet jeśli nie będzie bolało fizycznie to psychicznie... choćby przez sekundę , ale wierzcie mi, zaboli.
Zaboli świadomość, że może jeszcze było coś do uratowania.

naiwna - Sro 28 Lis, 2007

a po co bezbolesnie?skoro wiesz z emasz odwage to zrobic to przezyj to z godnoscia.
nonkonformista - Sro 28 Lis, 2007

naiwna napisał/a:
a po co bezbolesnie?skoro wiesz z emasz odwage to zrobic to przeżyj to z godnoscia.


Przeżyj samobójstwo?

człowiek który ciągle cierpi, ma prawo mieć juz tego na tyle dość, ze chciałby chociaż już to skończyć bez jeszcze większych cierpień. A po zatym "zagubiona życiem" nie napisała wcale, ze ma odwagę to zrobić, zapewne chodziło jej o to, że chce po prostu skonczyc egzystencję, zniknąć, nie czuć... tak ja to widzę, po sobie :cry:

Czarny Wiatr - Pią 30 Lis, 2007

nonkonformista napisał/a:
człowiek który ciągle cierpi, ma prawo mieć juz tego na tyle dość, ze chciałby chociaż już to skończyć bez jeszcze większych cierpień.


Jeśli przerasta go cierpienie życia, to ból związany z samym aktem to marna namiastka.

Wszystkie rady nadal sprowadzają się do "nie", i tego będę się trzymał.

Gość - Pią 30 Lis, 2007

Pmocy!!!!
Niemogę sobie poradzić z myślami samobójczymi, a gdy spróbowałam pociąć sobie żyły to poprostu zemdlałam poniewaz wcześniej zjadłam opakowanie tabletek uspokajających. chcę spróbować jeszcze raz. :? [color

Anima - Pią 30 Lis, 2007

Witaj Gościu

Twój post jest pełen rozpaczy lęku cierpienia
bardzo silnych emocji.
Mam wrażenie że choć część Ciebie chce jeszcze raz sięgnąć po żyletki i tabletki uspokajające inna część nie wierzy w takie rozwiązanie
chce żyć i pragnie pomocy.
Powiedź coś więcej proszę Gościu o swoich myślach samobójczych
czego dotyczą
kiedy się pojawiły
w jakich momentach czujesz je najsilniej a w jakich odrobinę słabną
co próbowałaś z nimi zrobić
czy szukałaś pomocy dla siebie?

Gość - Pią 30 Lis, 2007

Życie mi się zawaliło ciągłe kłótnie w domu, w szkole nie najlepiej a do tego jeszcze brak przyjaciół :cry: chodziłam do pewnej pani psycholog dzieki której żyję :? choć sama niewiem czy tego chce. Niewiem jak ci opisać czego dotyczą??? casem próbuję zapomnieć ale tak poprostu się nieda. Chyba już w nic niewieżę. :(
Dolly - Sob 01 Gru, 2007

Ja mam tak samo, tylko, że jestem teraz w szpitalu... i jest strsznie ciężko... tak bardzo bym chciała zniknąć...
Anima - Nie 02 Gru, 2007

Napisałaś Gościu--
życie mi się zawaliło-
jeśli dobrze rozumiem zatem nie zawsze było Ci tak cięzko jak jest Ci teraz. I choć od jakiegoś czasu jesteś bardzo samotna, borykasz się z problemami w domu i w szkole
pewnie jesteś w stanie przypomnieć sobie jakieś chwile z przeszłości gdy wcale nie było tak źle. Być może w tym momencie trudno jest Ci przywołać taki obraz, może dzwięk, może uczucie z ciała- taką chwilę w której nic Cię niemartwiło, w której byłaś spokojna i szczęśliwa
--może trzeba jej szukać dawno w przeszłości
a może zdarzyła się całkiem niedawno.
Pobądź sobie proszę przez moment z tą chwilą Gościu
-- skoro kiedyś mogłaś tak czuć
skoro w przeszłości mogłaś być spokojna beztroska i szczęśliwa
to możesz taką być i w przyszłości.

Gościu czy chodzisz jeszcze do tej psycholog o której wspominałaś?

Gość - Pon 03 Gru, 2007

Do psycholog nie chodzę ponieważ uważam to za bezsensowne, oni nie maja uczuć. Nigdy nie było szczęśliwych chwil w moim życiu zawsze coś się działo.
Moje życie zawsze było skomplikowane jako małe dziecko miałam problemy i zawsze byłam ta gorsza, ale teraz to nawet z własną rodzina nie potrafię się dogadać. moż samobójstwo byłoby logicznym rozwiązaniem , przynajmniej najbliżsi niemieli by problemow ze mną.


A na imię mam Marta.

Anima - Pon 03 Gru, 2007

Marto
być może Twój smutek i Twoja rozpacz podpowiada Ci że nie było w Twoim życiu żadnych szczęsliwych chwil
--myślę sobie zatem że musi być w Tobie wielka wola wielką chęć i tęsknota
by to szczęście tą ulgę poczuć.
Mam wrażenie że jesteś bardzo zdeterminowana by dowiedzieć się od siebie co to takiego jest spokój wytchnienie szczęscie radość--
co mogłabyś zrobić by pomóc sobie?
Bardzo troszczysz się- myślę- o swoich najbliższych. Niechciałabyś być dla nich cięzarem niechciałabyś by mieli z Tobą problemy--
i mam wrażenie że masz świadomość tego że śmierć samobójcza kogoś bliskiego to dla rodziny przyjaciół wieki dramat i wielka tragedia.

Piszesz że psychologowie nie mają serca
ale pani psycholog do której chodziłaś mimo tego że nie miała uczuć pomogła Ci przetrwac złe dla Ciebie chwile. Wciąz nie wiesz czy to dobrze czy nie--
ale dzięki temu możemy teraz ze sobą rozmawiać- a z tego się bardzo cieszę.
Może to dobry pomysł by dać tej lub innej pani/panu psychologowi-- i sobie-- jeszcze jedną szansę?
Może dobre dla Ciebie byłoby szukanie u psychologa pomocy
nie uczuć-- bo Ty już wiesz i jesteś pewna że oni ich nie mają?-

Gość - Wto 04 Gru, 2007

Nie wiem co mam zrobić, teraz jestem już po drugiej próbie i nadal tu siedzę i żyję, nawet własna śmierć mi nie wychodzi. Do szkoły nie poszłam a pomim to dyrektor i psycholog szkolny przyjechali sprawdzić co się dzieje, bo nikt telefonu nie odbierał. Skończyło się na płukaniu żołądka, mówisz że mam dać szanse pani psycholog ale ja wcale nie chcę, bo i tak ona wszystko popsuje. :cry: :cry: :cry:



Marta.

Anima - Wto 04 Gru, 2007

Marto
powiedź mi proszę
co właściwie masz do stracenia?
Co możesz stracić próbując sobie pomóc
dając sobie szansę?

Gość - Sro 05 Gru, 2007

Właściwie chyba już nic . Tylko czy chodzenie tam i wysłuchiwanie wielogodzinnych rozmów też coś mi da. ciągłe powtarzanie że wszystko będzie dobrze albo że niewarto że życie jest ważniejsze. Sama nie wiem.


Marta

Anima - Sro 05 Gru, 2007

Chyba rozumiem Twoje wątpliwości Marto.
Niewiele daje wysłuchiwanie ciągłych powtórzeń- że warto że trzeba, że życie ważne że najważniejsze--
gdy boli tak bardzo że ledwo można wytrzymać.
Myślę sobie że istotne dla Ciebie w tej chwili pytanie brzmi- jak żyć by dało się wytrzymać--
może na to pytanie warto poszukać odpowiedzi wraz z psychologiem?
Zastanowić się jak uporać się z problemami o których wspominałaś
w domu w szkole
pomyśleć nad tym jak zrobić by było Ci łatwiej...
Jak myślisz?

Przecież -tak jak mówisz- nie masz już właściwie nic do stracenia-
co szkodzi spróbować?

zwierzak - Sro 05 Gru, 2007

ja po dzisiejszym dniu jestem juz naprawde na skraju zrobienia tego...
Wszystkiego mam dosc wszytsko mnie przeraza i przerasta-robie co moge a i tak nie ma tego efektow.
Jakis czas temu mowilem ze mi zle ale bylo mi daleko od zrobienia tego-teraz gdybym mial pod reka pistolet to nie wiem czy bym go nie uzyl.
Głowa mi peka od natloku mysli,wszystko wydaje mi sie takie beznadziejne:(

Marta :(:( - Czw 06 Gru, 2007

Nareszcie udało mi się założyć konto chociaż jedno dobrze mi poszło. Zgłosiłam się do psychologa i co sie okazało właśnie dziś mam rozmowę z dyrektorem ponieważ chcą mnie wysłać do szpitala psychiatrycznego na obserwację.Nic dobrego z tego nie wyniknie a ja muszę pomyśleć jak się z tego wyplątać . Właśnie teraz zastanawiam sie czy tego nie zrobić przynajmniej po żadnych ośrodkach nie będą mnie ciągać. W domu też nieda się poprawic sytuacji moja mama popada w coraz głębszą depresje i to chyba właśnie z mojego powodu , a ojca nawet nie znam, więc mama to jedyna moja rodzina. w szkole natomiast wszyscy myślą ze ja jestem jakąś wariatką, która niema nic wspólnego z normalnością Więc nie mama pojęcia jak mam sobie ułatwić życie kiedy wszystko jest tak poplątane.

Marta

Anima - Czw 06 Gru, 2007

Witaj Zwierzaku

mam wrażenie że wczoraj wydarzyło sie w Twoim życiu coś złego
cos co sprawiło ze masz już dość wszystkiego
coś co zabrało Ci nadzieję na to że Twoje wysiłki zaowocują kiedyś dla Ciebie.
Nie wiem co takiego się stało- może zechcesz o tym opowiedzieć a może będziesz wolał zachować to dla siebie
- ale wiem że dawałeś sobie radę przez tyle długich dni
tyle dni tygodni miesięcy walczyłeś- starałeś się , robiłeś co mogłes przeciwstawiałeś się przerażeniu--
czy warto przekreślać top wydarzeniami jednego dnia?

Marto
chciałabym Ci serdecznie pogratulować. Po pierwsze założyłas sobie konto- dobrze Ci poszło
i myślę sobie że ten sukces będzie pierwszym z ciągu wielu które osiągniesz.
Po drugie zaś zgłosiłas się do psychologa- pewnie nie była to dla Ciebie łatwa decyzja-
ale zrobiłaś to- jestem dla Ciebie pełna podziwu.
Czy myślisz że wakacje od wszystkich problemów to zły pomysł? Być może dobrze byłoby dla Ciebie gdybyś przez jakiś czas pobyła z dala od problemów w domu i w szkole
być może dobrze byłoby gdybyś miała do dyspozycji czas i uwagę specjalistów którzy mogą pomóc Ci sobie pomóc w uporaniu się z Twoimi problemami.

Być może nazwa "szpital psychiatryczny" bardzo źle Ci się kojarzy. Ale tak właściwie- co poza nazwą sprawia że jesteś pewna że nic dobrego dla Ciebie niewyniknie z pobytu w takim miejscu?

Marta :(:( - Czw 06 Gru, 2007

Mam przebywać ze stadem ludzi umysłowo chorych chociaż ja wcale taka nie jestem ja po prostu chcę zakończyć swoje życie i wcale nie mam ochoty ich tam oglądać. Widziałaś kiedyś taki ośrodek, wiesz co tam się dzieje bo ja ta,m byłam na konsultacji i widziałam ich tam wszystkich.Po pobycie tam zwariuję totalnie. teraz też czuję się jak jakaś psychopatka bo wszystkie lekarstwa i żyletki są pochowane, a jak będę się chciałam zabić to i tak coś wynajdę.
Anima - Czw 06 Gru, 2007

Wielokrotnie widziałam i widzę takie ośrodki
bywałam w nich i bywam
rozmawiałam i rozmawiam z ludzmi w nich przebywającymi
-- jest tam zadziwiająco niewielu "umysłowo chorych"- jest za to wielu ludzi nieszczęśliwych zagubionych zrozpaczonych cierpiących.

Marto- na czym zależy Ci bardziej
na żyletkach i lekarstwach
czy na spokoju- Twoim, spokoju Twojej Mamy którą kochasz i o którą się troszczysz?

Gość - Czw 06 Gru, 2007
Temat postu: Re: Jak bezboleśnie popełnić samobójstwo????
Zagubiona życiem.. napisał/a:
poproszę o radę..

Nie wiem, jaki masz problem, ale nie ma problemow, ktorych nie mozna by bylo rozwiazac. Samobojstwo jest czyms najglupszym, co mozna zrobic. Wczoraj dowiedzialam sie, ze moja siostra cioteczna sie powiesila. Miala 15 lat i cale zycie przed soba... Znalezli ja wlasni rodzice. Nikt nie wiedzial, dlaczego to zrobila. Dopiero pozniej policja zobaczyla w jej komputerze strone, na ktorej byl krzyz, szubiennica, data a pod spodem pisalo: teraz kolej na ciebie. Wiec moja rada: pomysl o bliskich, nim taki krok zrobisz. I pamietaj, ze zycie czasami nie jest piekne, ale to sie tez zmienia i sa chwile, kiedy czlowiek jest szczesliwy i kocha to Zycie. Mam nadzieje, ze bedziesz szczesliwa...

Gość - Czw 06 Gru, 2007
Temat postu: Re: Jak bezboleśnie popełnić samobójstwo????
Zagubiona życiem.. napisał/a:
poproszę o radę..

Nie wiem, jaki masz problem, ale nie ma problemow, ktorych nie mozna by bylo rozwiazac. Samobojstwo jest czyms najglupszym, co mozna zrobic. Wczoraj dowiedzialam sie, ze moja siostra cioteczna sie powiesila. Miala 15 lat i cale zycie przed soba... Znalezli ja wlasni rodzice. Nikt nie wiedzial, dlaczego to zrobila. Dopiero pozniej policja zobaczyla w jej komputerze strone, na ktorej byl krzyz, szubiennica, data a pod spodem pisalo: teraz kolej na ciebie. Wiec moja rada: pomysl o bliskich, nim taki krok zrobisz. I pamietaj, ze zycie czasami nie jest piekne, ale to sie tez zmienia i sa chwile, kiedy czlowiek jest szczesliwy i kocha to Zycie. Mam nadzieje, ze bedziesz szczesliwa...

zwierzak - Czw 06 Gru, 2007

[quote="Anima"]Witaj Zwierzaku

mam wrażenie że wczoraj wydarzyło sie w Twoim życiu coś złego
cos co sprawiło ze masz już dość wszystkiego
coś co zabrało Ci nadzieję na to że Twoje wysiłki zaowocują kiedyś dla Ciebie.
Nie wiem co takiego się stało- może zechcesz o tym opowiedzieć a może będziesz wolał zachować to dla siebie
- ale wiem że dawałeś sobie radę przez tyle długich dni
tyle dni tygodni miesięcy walczyłeś- starałeś się , robiłeś co mogłes przeciwstawiałeś się przerażeniu--
czy warto przekreślać top wydarzeniami jednego dnia?

To nie jest wrazenie jednego dnia.Wczorajszy dzien byl po prostu gwozdziem do trumny...Moje ostatnie 3 miesiace to jak zly sen.Ostatni z tych 3 miesiecy to juz dramat.
Wydawalo mi sie ze w jednym liceum mi bylo nienajlepiej towarzysko(po prostu sie nie przyjalem w klasie ale nie bylo zadnego gnebienia czy czegos w tym stylu po prostu bylem taki na uboczu.-ale szkola byla ok.W kazdym razie na tyle ok ze wracalem czasem usmiechniety i po prostu szczesliwy. Moj najlpeszy przyjaciel namowil mnie jednak na zmiane szkoly bo w tej do ktorej on chodzi sa super ludzie i wogle.No i sie dalem namowic.Szkola okazala sie beznadziejna-nauczyciele sa do dupy,ludzie sa w zasadzie gorsi od tych z ktorymi bylem w poprzedniej szkole(caly czas slysze jakies docinki) tyle ze chodze z tym moim kumplem i tylko to jakos ratuje to wszystko.Ale w ciagu tego miesiace NIGDY nie bylem happy.Co wieczor siedze i mysle jaki jestem beznadziejny i jak malo jestem wart.Z kolegow juz zostal mi tylko tylko ten jeden z ktorym tez sie cos schrzanilo(bo po przeniesieniu przestalem jezdzic autobusem ze wszystkimi znajmymi).
A wczoraj sie dowiedzialem ze mam zagrozenie z biologii(mimo ze sie uczylem 3 godz dostalem laske i 2...)a w zyciu nie mialem nawet 2 na semestr.
Mam juz dosc zycia,jedyne co mnie powstrzymuje to moji rodzice ktorzy mnie kochaja.W kazdym razie nie wytrzymam do konca roku-albo zwariuje albo umre z nieszczescia albo sie po prostu zabije.Narazie najblizej jestem tego ostatniego...

Marta:(:( - Czw 06 Gru, 2007

Sama niewiem, trudny wybor z jednej strony chcę spokoju a z drugiej smierci, ale szpital psychiatryczny nigdy. Niewiem co mam ci juz pisać i niewiem co dalej robić.Proszę podpowiedz mi i jak wyjść z tego bez poocy psychologa i szpitala psychiatrycznego. teraz na rzykład siędzę u kolezanki i to pisze, ponieważ postanowiłam uciec z domu choc niewiem co będę robic przez całą noc, ale wiem jedno nie wróce do domu a właściwie do tego piekła.Dziękuję ci za wsparcie Anima. Postaram się jak najczęściej tu zaglądać. Proszę cię odpisz

Marta

Czuję się beznadziejnie że zajmuję ci tyle czasu Anima, ale własnie za to cię podziwiam.

ever_alone - Czw 06 Gru, 2007

...
Anima - Czw 06 Gru, 2007

Marto myślę sobie że Ever Alone bardzo mądre słowa napisała- znajomi z wirtualnego świata nie są w stanie do końca pomóc--
czasami trzeba kogoś realnego namacalnego, kogoś kto pomoże wesprze będzie blisko będzie starał się zrozumieć.
Ja mam wrażenie Marto że jesteś wrażliwą inteligentną i silną osobą
i myślę że gdyby Twoje problemy były dla Ciebie proste i łatwe do poradzenia sobie--
to byś to po prostu zrobiła. Sama. Bez pomocy. Bez interwencji z zewnątrz.

Jesteś teraz poza domem. Pewnie czujesz się odrobinę lepiej gdy jesteś z dala od domu, od piekła- jak dom swój nazywasz.
Jesteś z Koleżanką- pozdrów Ją serdecznie ode mnie
--pewnie skoro jest teraz z Tobą jesteś dla Niej ważna
troszczy się o Ciebie i martwi. Pewnie jak jesteś z Nią czujesz się troszkę lepiej.
Jak inaczej- poza ucieczką z domu i pobytem w szpitalu możesz zrobić by bywać w domu jak najmniej?

Marto
napisałaś że Twoja Mama cierpi na depresję
powiedz mi proszę- czy Mama jest pod opieką psychologiczną/psychiatryczną
czy się leczy?

Pięknie Ci dziękuję za miłe słowa

Marta :(:( - Nie 09 Gru, 2007

moja mama nie jest pod opieką psychologa ,a ja niestety jestem już w domu. Nie chcę porady realnych ludzi, boję się tego. Wszyscy uważają mnie za jakąś wariatkę. Moją matkę nie obchodzą moje uczucia ona ma swoje problemy, pewnie niewie albo nie chce wiedzieć o niczym. Wścieka się tylko wtedy gdy do niej dzwonią . Nikt nie zna całej prawdy na zewnątrz moja mam jest ciepłą i miłą osoba, a w domu tworzy istne piekło. Pomimo tego kocham ją bo wiem że to tylko jej problemy a nie ona sama.
Nie ma za co dziękować Anima , to ja powinnam ci dziękować za rozmowę z kimś takim jak Ja.

Anima - Pon 10 Gru, 2007

Napisałaś Marto
"Wszyscy uważają mnie za jakąś wariatkę".
Ja nieuważam Cię za wariatkę. Myślę sobie że wiele osób czytających tu Twoje słowa zgodzi się ze mną.
Być może powiesz-
tak ale wy nie jesteście prawdziwi, nieznacie mnie, jesteście wirtualni.
I masz rację- tak jest w istocie.
Ale skoro są w świecie wirtualnym osoby które wcale Cię za wariatkę niemają- a przecież piszesz nam tu szczerze o swoim bólu lęku cierpieniu, odsłaniasz się---
to napewno są i takie w realnym świecie.
Czasami trzeba się tylko rozejrzeć.

Powiedz mi proszę
czego najbardziej boisz się w poradach realnych ludzi?

Marta :(:( - Pon 10 Gru, 2007

Czego najbardziej się boję hmm.... chyba tego że ludzie nie potrafią tego zrozumieć. Bo widzisz na zewnątrz ludzie myślą że jesteśmy przykładną rodziną. Wszyscy twierdzą że moja matka jest bardzo dobrą matką samotnie wychowującą, a ja jestem jej głównym problemem. Wcale tak nie jest, moja mama w domu staje się zupełnie inną osobą , a ludzie nie chcą w to wierzyć. Rodzina , znajomi wszyscy bez przerwy powtarzają a gdybyś się uczyła to było by ci łatwiej, a gdybyś była grzeczna.....a wtedy to w ogóle najchętniej znikła bym z tego świata. Ja sama jestem w ogóle jakąś beznadziejną idiotką, która chce odebrać sobie życie, ale strasznie sie tego boi i do końca niewie jak to zrobić.
Anima - Pon 10 Gru, 2007

Rozumiem Marto że bardzo bolesne jest dla Ciebie gdy ludzie oceniają, obwiniają Cię i mówią Ci co masz robić by było "lepiej" choć nawet Cię niewysłuchali i niepostarali się zrozumieć.

Może jest tak że Twoje obawy spowodowane są Twoimi kontaktami z ludzmi którzy znają Ciebie i Twoją Mamę- dalszą rodziną znajomymi przyjaciółmi nauczycielami--
może jest tak że Im wydaje się że wiedzą najwięcej- bo znają Was obie, wiedzą o tym jaka jest Twoja Mama "na zewnątrz".
Jak myślisz
czy rozmowa z kimś kto nie zna Twojej Mamy Ciebie
nieszuka winnych, nieocenia
i bardzo stara się zrozumieć
mogłaby być dla Ciebie pomocna?

Marta:(:( - Wto 11 Gru, 2007

Myślę ze tak, ale zarazem wiem że tak już bylo. Moja pani pedagog rozmawiała już z moją mama i uważa że wszystko jest w porządku, a to wszystko uważa za moje wymyślone problemy. Dlatego nie ufam już nikomu. Tutaj przynajmniej mogę liczyć na choć odrobinę zrozumienia, tego że ktoś może wie jaki to okropny ból i jak ciężko się z tego pozbierać. To jest właśnie chore bo w rzeczywistości powinnam mieć kogoś z kim mogę porozmawiać ta jak z Tobą Anima, a aj mam w koło siebie totalną pustkę. W ostatnich postach dużo piszę o swoim domu, ale doszłam do wniosku że to moja wina , że to wszystko to przeze mnie. Dziękuje ci za to ze przynajmniej tobie mogę wszystko powiedzieć.
Anima - Wto 11 Gru, 2007

Marto
czy Ty teraz czujesz się lepiej??
No bo tak- jak napisałaś przy-przemyślałaś sprawę i doszłaś do wniosku że to wszystko to Twoja wina-
ale ja sobie myślę że takie Twój wniosek wcale niesprawia że jest Ci lepiej
łatwiej milej...
Ale z drugiej strony myślę sobie tak
--jeśli jest tak jak mówisz
i jeśli to co dzieje się w Twoim domu jest Twoją "winą" to znaczy że za tą sytuację odpowiedzialne są jakieś Twoje zachowania
myśli
emocje
postawy -może wobec Mamy może wobec czegoś/kogoś innego.
Co Ty mogłabyś zmienić u siebie
w swoim zachowaniu czuciu myśleniu odbiorze świata by sprawy w Twoim domu zaczęły układac się inaczej
w lepszy dla Ciebie sposób?

Chyba jesteś bardzo samotną osobą Marto
choć wspominałaś że gdy nie mogłas wytrzymac w domu byłaś u koleżanki--
zatem to może nie jest tak że wokół Ciebie jest tak totalnie pusto
a może jest tak jak napisałaś -że trudno jest Ci mówić z kimś o sobie szczerze w cztery oczy
trudno Ci zaufać
otworzyć się.
Myślę sobie że stoisz przed trudnym i ryzykownym wyborem-- bo możesz wciąż milczeć i czuć się tak jakby wokół Ciebie była totalna pustka
możesz być sama ze swoimi problemami wątpliwościami
albo możesz zaryzykować
spróbować zaufać mimo to że Twoje zaufanie zostało już wielokroć zawiedzione
poszukać pomocy dla siebie choć już tyle razy prosiłaś o nią a jej nieotrzymałaś
opowiedzieć o swoim bólu i o tym jak cięzko jest Ci się z niego pozbierać.

Marta :(:( - Sro 12 Gru, 2007

Wiesz wcale nie czuję sie lepiej,lecz przemyślałam sobie pewne sprawy.
W moim miasteczku przedwczoraj powiesiła się dziewczyna na balkonie, miała 21 lat i małe dziecko, trochę ją znałam. Ludzie chodzą i obgadują ją nawet po śmierci niewiedząc jakie ma problemy, ale gdy żyła nikogo nie obchodził jej los. Miałam ochotę stanąć i wykrzyczeć całemu światu jak to jest, jak człowiek wtedy sie czuje, ale po co z koro i tak nikt by nie zrozumiał. Ta cała sytuacja dało mi dużo do myślenia. Nawet rodzina tej dziewczyny była w domu i nikt nie domyślił się że ona coś sobie zrobiła, moze u mnie byłoby tak samo. Tylko że ja chcę umrzeć samotnie, nie chcę by nikt mnie widział, tak jest łatwiej.

Moje "koleżanki" są tylko wtedy gdy one coś potrzebują ode mnie, wtedy ona ,mnie wpuściła tylko dlatego że przyszłam zapłakana i nie wiedziałam co mam zrobić.

U nas wo domu panuje złość, nienawiść i krzyki. Ciągle się kłócimy nawet o najmniejsze bzdury,a ja wtedy po prostu wychodzę albo zamykam sie u siebie w pokoju płaczę i wysłuchuje wszystkich wyzwisk na mój temat. Zawsze rano odpisuję na twoje posty jak myślisz dlaczego?? Ponieważ o tej godzinie moja mama jest już w pracy, a ja mam chwilkę czasu; gdybym to robiła po południu to mój komputer byłby już dawno wyrzucony.

Anima - Czw 13 Gru, 2007

Długo myślałam nad Twoimi słowami Marto.
Zastanowiło mnie to co napisałaś o Dziewczynie którą znałaś a która popełniła samobójstwo- myślę sobie że czujesz głeboką empatię w stosunku do Niej.
Ty możesz wyobrażać sobie jaka rozpacz skłoniła Ją do takiego kroku, co czuła jak myslała. Mam wrażenie że głeboko bli Cię ta niesprawiedliwość- że wszystcy oceniają obgadują
a nikt niestara się zrozumieć.

Moze to jest droga dla Ciebie? Może chciałabyś pomagać ludziom zrozumieć? Może mogłabyś tłumaczyć pomagać wspierać?
Może kiedyś mogłabyś chciałabyś być blisko osób które przechodzić będą przez to przez co Ty przechodzisz teraz
przez ból rozpacz zwątpienie lęk--
bo przeciez Ty świetnie sobie radzisz choć jest Ci bardzo trudno i cięzko.
Wiesyzjak sobie pomóc- umiesz zorganizować sobie czas tak by nie wchodzić w jeszcze głebszy konflikt z Mamą
gdy kłócicie się o bzdury wychodzisz- zamykasz się w swoim pokoju
i choć wszystko słyszysz
choć płaczesz-
izolujesz się, odcinasz--pomagasz sobie.
To wielka sztuka umieć sobie pomóc gdy boli. Choc trochę choć odrobinę. Gorąco gratuluję Ci tej umiejętności.

Marta :(:( - Czw 13 Gru, 2007

Myślę że to wcale nie jest tak uciekając w trudnych momentach pomagam sobie, ja wtedy uważam siebie za ostatnią idiotkę dlatego że nie potrafię sobie z tym poradzić w inny sposób. Teraz to jest mój sposób na życie jak uciec z tego zasranego domu i jak najmniej tam przebywać.
Już nawet nie potrafię wytłumaczyć ludziom dlaczego mam całe nadgarstki w ranach, a oni uważają mnie za jakieś cholerne emo, a ja wcale taka nie jestem, nawet tak nie wyglądam.
Ja już nie chcę żyć ja już mam ten cały cholerny świat w dupie, po prostu chcę spokojnie umrzeć, ale z drugiej strony strasznie się tego boję.

Anima - Czw 13 Gru, 2007

Mam takie wrażenie że są w Tobie jakby dwie częsci Marto. Jedna z nich może chcieć umrzeć--
być może jest to tak część która płacze i czuje się jak idiotka gdy zamykasz się w pokoju by być z dala od Mamy. Być może to jest ta część która sięga po jakiś ostry przedmiot i tnie Cię nim po nadgarstkach
być może jest to ta częśc która myśli że to Ty jesteś winna sytuacji w Twoim domu.
Ale ja sobie myślę że jest w Tobie i inna część. Bo przecież jesteś też Ty bojąca się śmierci. Ty która nie do końca chcesz umrzeć. Ty która chcesz żyć.
Ty która znajdujesz w sobie zrozumienie współczucie i empatię dla Dziewczyny która się zabiła. Ty która jesteś wrażliwa i wyczulona na rozpacz innych ludzi. Ty którą razi niesprawiedliwość. Ty której zależy na tym by niekłopotać Twoich bliskich. Ty która tęsknisz do prawdziwych i głebokich relacji z ludzmi...
Którą z tych częsci siebie bardziej lubisz Marto?
Która bardziej Ci się podoba?
Którą chciałabyś pielęgnować i wspierać?

Marto- jak myślisz-
czy gdybyś była z dala od domu
Mamy
czułabyś się lepiej?

Malutki2085 - Czw 13 Gru, 2007

Mam problem Nie układa mi się w domu jestem niechciany mam już tego wszystkiego dość co mam . Czasem juą wolałbym stąd odejść niż żyć..
Marta :(:( - Pią 14 Gru, 2007

Anima to chyba oczywiste że wolę tę drugą część, tylko że ta gorsza mnie przerasta i chyba już nie potrafię nad nią zapanować. To jest tak strasznie trudne że ja już rady nie daję i boje się że kiedyś naprawdę ulegnę i się w końcu zabiję. Jak narazie kończy sie tym ze tnąc się czuję taką wielką ulgę, wtedy ta zła strona daje spokój na jakiś czas i staję się prawie normalną Martą. Dla mnie mama jest ważna i nie chciałabym jej niemieć , tylko po prostu chciałabym żeby była normalna taka jak kiedyś moja najukochańsza mamusia .


P.S Dziękuje Anima że jesteś.....

Anima - Pią 14 Gru, 2007

Gdy myślałam nad Twoimi słowami Marto przypomniała mi się historia którą kiedyś opowiedziała mi pewna Osóbka z tego Forum.
Pozwól proszę że Ci ją powtórzę--

Siedział niegdyś przy ognisku sędziwy i mądry wódź plemienia Czejenów ze swym wnukiem i opowiadał wnukowi tak:
- W duszy każdego człowieka toczą nieustanną walkę dwa kojoty. Jeden kojot to wiara i nadzieja żywione mimo wszystko. To miłość co jest nieśmiertelna bo odradza się wciąż i wciąż- wieczna jak trawa. Jeden kojot to nasze pragnienie i umiłowanie spokoju. To tęsknota do innych ludzi i do Absolutu. To współczucie umiejętność współodczuwania bycia z innymi.
Drugi kojot zaś to rozpacz. Zwątpienie. Poczucie beznadziejności. Drugi kojot jest tym głosem szeptem który czasami słyszy się w ciszy nocy- daj spojój zostaw i tak nic już niezmienisz, jest za późno nie dasz rady. Drugim kojotem jest obwinienie siebie
poczucie że niczego nie da się już zmienić, że nic nie ma sensu...-
Zapytał wnuk dziadka
- Dziadku- a czy ty też masz w duszy te dwa kojoty?
- Tak mam- odpowiedział stary wódź.- każdy człowiek je ma-
- Jak zatem to robisz- pytał dalej wnuczek- że jest w tobie tyle światła wiary tyle zaangażowania i dobra skoro i w tobie jest ten zły kojot i wciąz gryzie tego dobrego?
-Ano- i ten zły jest i wciąz gryzie się z tym dobryym. Ale to ja decyduję który wygra- bo wygrywa ten silniejszy. A silniejszy jest ten którego karmię- uśmiechnął się stary mądry wódź.

Co Ty możesz zrobić Marto by "dokarmić" tą "drugą" część Ciebie? Tą która wciąż chce żyć wciąz potrafi kochać i współodczuwać tą która umie i chce być dla innych ludzi?

Masz sposób by poczuć się lepiej Marto.
Tniesz się i czujesz wielką ulgę.
Wspaniale.
Choć myślę sobie ,że samookaleczenie nie jest sposóbem doskonały- nie jest nawet dobrym. Ale spełnia swoje zadanie. Bo kiedy się okaleczysz czujesz ulgę tak wielką że stajesz się na jakiś czas "Prawie Normalną" Martą.
Jak to jest być Tobą gdy jesteś "Prawie Normalną" Martą?
Jakie to uczucie? Co wtedy myślisz jak czujesz? Co czujesz? Jak ma się Twoje ciało? Jak go doświadczasz? Co wtedy robisz?

Być może jest tak że autoagresja, cięcie się nie jest jedynym sposobem by poczuć się "Prawie Normalnie"-
jak sama mówisz-
okaleczanie się robi dla Ciebie wiele dobrego
ale ma też swoje złe strony- blizny niezrozumienie, uważanie Cię za emo.
Jak inaczej możesz poczuć się "Prawie Normalnie"
tak by uniknąć negatywnych konsekwencji samookaleczenia? Bez blizn bez dziewnych spojrzeń bez etykietki emo?

Witaj Malutki 2085

-jak rozumiem dzieje się w Twoim życiu coś z czego niejesteś zadowolony. Czujes się samotny- być może jesteś zniechęcony smuutny sfrustrowany
a może czujesz coś innego.
Niezadawala Cię to co masz
wolałbyś coś innego inaczej.
Jaka zmiana by Cię satysfakcjonowała?
Co Ty Malutki mozesz zrobić by tą zmianę urzeczywistnić?

Marta :(:( - Pią 14 Gru, 2007

anima wiesz jak ty potrafisz człowieka na duchu podnieść, gdy czytam posty od ciebie czuję że są one przesiąknięte chęcią pomocy i zrozumienia, a tak naprawdę tego najbardziej mi brakuje. Ta druga Marta jest normalna nadal jest smutna ciągle się obwinia, ale potrafi sie nie ciąć ani niema prób samobójczych. Potrafi chociaż na chwilę oderwać się od wszystkich problemów, ale ta Marta już dawno u mnie nie była. Dlaczego moje cięcie się nazywasz autoagresją chociaż wcale tak nie jest to jest po prostu cięcie sie i nim pozostanie. To nie jest tak że ja sobie jakieś znaki albo coś w tym stylu wycinam, ja po prostu siadam i się tnę, robie to zwykłą żyletką i nie wymyślam jakiś cudów z nożyczkami itp. To wcale nie jest autoagresja.
Anima - Sob 15 Gru, 2007

To musi być fantastyczne uczucie
musi Ci być dobrze i spokojnie gdy jesteś "Normalną Martą".
Miło jest móc oderwać się choć na chwilę od wszystkich problemów, nie czuć przymusu cięcia się ani niepodejmować prób samobójczych-
pewnie bardzo tęsknisz za tym stanem.
Co innego niż to co Ty nazywasz cięciem się (nie mylić z autoagresją) pomaga Ci stać się "Normalną" Martą?
Co innego niż "cięcie się" sprawia Ci ulgę odprężenie uwalnia od mysli samobójczych i ciągłego bycia Twoją uwagą przy swoich problemach?

Marta :(:( - Sob 15 Gru, 2007

Wiesz Anima weszłam na temat autoagresji i tam jest bardzo wiele ludzi podobnych do mnie lecz z innymi problemami, chyba miałaś rację z tą autoagresją. Tylko jak się tego wszystkiego pozbyć???

Pytasz co sprawia że staje sie normalną Martą, ostatnio jest to nie osiągalne i boje się że nie uda mi się z tego wygrzebać. Ale zawsze kiedy komuś pomogłam nawet w najdrobniejszej rzeczy np. pożyczenie głupiego ołówka, czułam się komuś potrzebna, ważna. Tylko że teraz to nawet wolontariat do którego nalezę nic mi nie daje, robie wszystko bo muszę. Teraz tylko samookaleczanie daje mi ulgę od tego całego świata i bólu. boje sie że wpadłam na dobre, a z drugiej strony te myśli o śmierci....... mam taki mętlik w głowie POMÓŻ

Anima - Sob 15 Gru, 2007

Jestem dla Ciebie pełna uznania Marto że pracujesz jako wolontariusz
masz ochotę opowiedzieć o tej pracy coś więcej?
Od jak dawna pracujesz z kim a może na rzecz kogo
jak to robisz że znajdujesz w sobie siłę do takiej pracy?
To wspaniałe że znajdujesz w sobie radośc dając coś z siebie innym-- być może jest tak że to co czułaś jako radość
jako dobrowolne dzielenie się sobą z innymi stało się obowiązkiem
czymś co musisz robić
zamiast czymś co chcesz robić bo daje Ci to coś co jest dla Ciebie ważne...

Być może jakimś sposobem jest zmiana miejsca w którym pracujesz jako wolontariusz
może zmiana grupy z którą albo na rzecz której pracujesz.
A może Marto zechcesz pomagać tu na Forum
porozmawiać z kimś
być ważną potrzebną...
Wiele już doświadczyłaś wiele wiesz bardzo trzeba Ci bycia rozumianą i rozumienia--
może taki wirtualny na razie kontakt z drugim człowiekiem może być Twoim pierwszym krokiem na drodze uporania się Twoją autoagresją?

Marta :(:( - Wto 18 Gru, 2007

Nie wiem myślę że praca tutaj do dobry pomysł, warto spróbować. Ja pracuję w swojej szkole jako wolontariusz, współpracujemy z domem dziecka, ośrodkiem dla osób niepełnosprawnych, ośrodkiem szkolno-wychowawczym , oraz pomagamy starszym ludziom w codziennych sprawach. Jak to robię że znajduję w sobie siłę , to jest tak że ta praca czasami trzyma mnie przy życiu. Uśmiech i siła walki tych ludzi po prostu mnie napędza, chociaż sama do końca nie wiem jak to się dzieje. Pomimo tego że mieszkam w małym mieście koło Wrocławia to i tak jest dużo ludzi potrzebujących pomocy. A teraz ty powiedz mi coś o sobie, piszemy już dosyć długo i bardzo mi pomogła? Napisz np. Dlaczego tu sie znalazłaś????
Ja natomiast nie wiem kiedy tu zajrzę postaram się jutro, teraz mama w domu.

Anima - Sro 19 Gru, 2007

To niesamowite że możesz i chcesz tak wiele dawać ludziom z siebie
że znajdujesz w tym dla siebie radość i ulgę
że potrafisz wziąć dla siebie czyjś uśmiech wiarę i nadzieję.
I że chcesz że umiesz przekazać ją dalej.
To wielkie dary-
a Ty je w sobie pielęgnujesz i pozwalasz by kwitły.
Jestem dla Ciebie pełna najszczerszego podziwu i pewności że robisz wiele dobrego dla wielu ludzi. Wiem też że wiele dobrego możesz zrobić tu na Forum.

A ja jestem taki ktoś kto się próbuje nauczyć rozmawiać.
A jak z tego wychodzi coś dobrego- ktoś ma ochotę opowiedzieć mi o sobie wpuścić mnie do swojego świata- to się czuję zaczycona i bardzo dumna.
Trzymam za Ciebie kciuki.

Antivia - Czw 20 Gru, 2007

Dlaczego szukasz bezpolesnego sposoby na smierc, a nie poszukasz sposoby- moze trudnego, pochlaniajacego duzo energii, ale dajacego efekty, sposobu na zycie?
Sposobu na rozwiazanie problemow?

Zagubiona zyciem.. - Czw 20 Gru, 2007

Bo już mam dosć problemów których rozwiązać się nie da..wiele razy próbowałam,to nie jest tak ze niemam odwagi się zabić,poprostu jestem tylko człowiekem i jak wszyscy czuję ból..znalazłam juz sposób..do którego jestem zdolna.Są ludzie, którym życie się udało,,szczęściarze,myśle ze się ze mną zgodzicie, że nie wszyscy mają szczęście w życiu,ja do takich nie należe,szczęście mnie ominęło,mam pecha z wielu powodów,i dlatego jestem skazana na odejscie,nie wytrzymam już dłużej,a szczęście nie jest tak proste do osiagnięcia jak się zdaje..ja próbowałam i jakoś nie wyszło.. :(
za-duzo-pisze - Czw 20 Gru, 2007

Zagubiona zyciem... , radosc moga sprawiac nam najmniejsze rzeczy. Usmiech nasz moga wywolywac sukcesy przyjaciol, moze byc to tez usmiech kochanej osoby, znajomego. . .
No i nie zgodze sie z toba, ze nie mozna juz nic zrobic. Bo mozna wiele.
Szczescie nie omija nikogo, trzeba po nie lapke wyciagna, ale uwaga, nie raz oberwie sie po lapach. Naturalna rzecz. Nlezy jeszcze raz siegnac szczescia. Do skutku. Z uporem maniaka. Do skutku.
I wcale nie jestes skazana na odejscie.
Nikt nie jest na to skazany.
Probuj do skutku. Masz sile, a wiec probuj osiagnac szczescie. Chcesz w pewnym momencie zaprzepascic wszystkie proby i odejsc?
A moze jutro szczescie samo zapuka do twoich drzwi?
Moze wpadnie na ciebie zza rogu budynku stojacego przy codziennie przemierzanej drodze?

Antivia - Pią 21 Gru, 2007

Mozna zmienic. BO WSZE JEST ROZWIAZANIRE. Zawsze! Mozesz sie oburzyc jednak tak jest. Prosze napisz mi, co takiego ci sie nie udaje. co jest powodem Twojego nieszczescia. Postaram ci sie pomoc, doradzic. moze wspolnie znajdziemy rozwiazanie twoich problemow:)
~zapomniana...;( - Pon 24 Gru, 2007

są sytuacje w których rozwiązania nie ma
Gość - Czw 27 Gru, 2007

Mnie też jest żle.Leczę się u psychiatry juz 3 miesiące i co? I tak wiem,,że gdy przyjdzie pismo z sądu to popełnie samobojstwo. Nie chcę by mój mąż dowiedział się jak ze mnie wredna baba. Za bardzo go kocham a zbyt mocno bym go zraniła mówiąc mu o wszytski. Żal mi zostawić moją rodzinę, ale tak jest lepiej-wg mnie.Nie umiałabym żyć bez mojego męża!!
Angel - Pią 28 Gru, 2007

Hej Gosciu,

witam Cie serdecznie na forum. Czy moglabys napisac cos wiecej o Twoich problemach? o jakiej wiadomosci z sadu mowisz? dlaczego uwazasz ze jestes wstretna baba? co sie stalo?

Prosze napisz o tym wszystkim tutaj, jestes tutaj anonimowa, moze uda nam sie razem z nales jakies rozwiazanie, co Ty na to?

Pozdrawiam.

Gość - Sro 29 Wrz, 2010

Nie umiem już tak żyć. Nikogo nie obchodzę nie mam przyjaciół, rodzina ma mnie w dupie, w szkole ciągle mnie prześladują a na dodatek zakochałam się w pewnym mężczyźnie z którym nie mogę być (to jest mój nauczyciel Fizyki ma 45 lat) nie widzę świata poza nim. wyszlam z gimnazjum i nie widziałam go już 3 lata. Ja już dłuże ta nie umiem. Chce już umrzeć
Trinity - Sro 29 Wrz, 2010

Nie widziałaś tego mężczyzny przez 3 lata a jednak żyłaś bez niego, co jest sensem Twojego życia w chwili obecnej, dlaczego i po co żyjesz?
blablabla - Wto 15 Lut, 2011

Trinity napisał/a:
naszym bliskim rozrywa serca.


ciekawe, że ciągle wycieracie sobie tu gębę sloganem o jakichś bliskich, którzy osrają się ze zgryzoty, jak strzelimy sobie w łeb.
odpowiedzcie mi więc na pytanie, gdzie w danej chwili są ci wszyscy bliscy, gdzie ich miłość i wsparcie, dzieki któremu może myśli samobójczych w ogóle by nie było? może niech teraz wyciągną ręke do tych i owych, zamiast lekceważyć wszystko, szafować obowiązkowym "weź się w garść" i dopiero nad grobem ronić krokodyle łzy.

Trinity - Wto 15 Lut, 2011

Wycieram sobie gębę tymże sloganem ponieważ, wiem jak to jest być zarówno jednej jak i drugiej roli-pragnienie śmierci jak i stanie nad grobem samobójcy.
I teraz powiem Ci jedno, nie można pomóc komuś kto o tę pomoc nie woła, a wierz mi, czasami sygnały są naprawdę słabe, wręcz niedostrzegalne. Nikt natomiast nie czyta w myślach, po drugie jeżeli naprawdę chcesz się zabić to zrobisz to chociażby Cię zamknięto w pokoju i pilnowano dzień i noc. Ostateczna decyzja bowiem zawsze należy do Ciebie. A z innej strony możesz mieć naprawdę wszystko a nie czuć zadowolenia i satysfakcji, nie można ciągle się oglądać na innych, jak sami nie zrobimy czegoś z naszym życiem to nic z tego nie będzie chociażby inni nie wiem jak nam nadskakiwali.

ViemyHeiree - Czw 07 Kwi, 2011
Temat postu: :) ha
buhahaha
Harmor - Pią 08 Kwi, 2011

najlepiej by było strzelić sobie w głowę i po wszystkim>>
katolik2010 - Wto 07 Cze, 2011

Pamiętajcie że samobójstwo to grzech śmiertelny , dlatego warto się pomęczyć na tym świecie wobec perspektywy wiecznego piekła. Na sądzie ostatecznym zobaczycie ze ktoś miał jeszcze gorzej, i co powiecie...
Gość - Wto 07 Cze, 2011

Czesc Wam wszystkim.

Byc moze jestem uosobieniem wszystkiego, co najgorsze, co moze skupiac sie w czlowieku - jakkolwiek w gruncie rzeczy nie robie nic karygodnego. No tak - nie jestem morderca/pedofilem/gwalcicielem/sutenerem/dealerem prochow/zulem szukajacym zaczepki/nie maltretuje/nie tluke sie z innymi, mam skonczone 2 kierunki studiow - ale nie jestem tu po to, aby sie tym pysznic.

Niby nie jestem zly - niemniej pastor/ksiadz podczas spowiedzi mialby duzo do powiedzenia. Bo mozna nie byc kims z patologicznych typow wymienionych powyzej - niemniej byc i tak kims zepsutym i zlym. To tak jak z tym grobem w Biblii - na zewnatrz piekny - ale po otwarciu pelen wszelkiego zepsucia. Ze mna jest podobnie - ide do pracy, pracuje odpowiedzialnie, zadaje sie z ludzmi, ktorzy nigdy nie powiedzieliby/nie pomysleliby, ze moge byc taki. Ok - tak na marginesie - jezeli juz chodzi o wiare - jestem protestantem, ale niepraktykujacym. Niemniej otwartym do dyskusji z kazdym - niewazne, czy jestes ateista czy arcykatolikiem/prawoslawnym, mormonem, etc...

Dlaczego uwazam sie za zlego czlowieka? Resztki moralöw zaslyszanych kiedys na lekcjach religii/w kosciele/w domu rodzinnym... Ostatnie bicie wlasnego sumienia... O ile jeszcze takowe mam... Mozna dowolnie interpretowac.

Odkad pamietam, bylem kims zbednym - nawet w domu - z jednej strony chciano mi okazac te "bezwarunkowa" milosc - z drugiej strony pod spodem - jak w kazdej promocji - swiecilo 20 gwiazdek (wyjatkow, warunköw). To nie byla tez klasyczna, pelna rodzina. Jako dziecko odpychano i ignorowano mnie wszedzie - podwörko, szkola - po prostu - spisano mnie na straty. Odzylem w LO i na studiach - potem przyszla gorycz rozczarowania. Okazalo sie, ze möj tyluletni wysilek nic nie znaczy - ze bez znajomosci, pieniedzy, powiazan nie utrzymam sie w pracy - co tez sie stalo. Upokorzenie za upokorzeniem.

No i zaczelo sie - bezsenne noce - proszki na sen/uspokojenie staly sie moimi nieodlacznymi towarzyszami, po ilus latach odkrylem satysfakcje w samookaleczaniu sie - robilem to przez 2-3 lata. Bywaly takie momenty, ze z jeszcze swiezo rozcietym ramieniem wymykalem sie w trakcie pauzy do toalety, zamykalem sie i kolo istniejacej rany rozcinalem zyletka nowa, jeszcze glebsza. Nienawidzilem i nienawidze samego siebie. Zycie przestalo sie dla mnie liczyc - ale niestety nie napisze wszystkiego w szczegölach... Nie moge... Co prawda forum jest zatytulowane "NoName" - ale mimo wszystko koleje losu kazdego z nas sa w mniejszym czy wiekszym stopniu niepowtarzalne. Terror w pracy, stale pogrözki, mobbing, brak zrozumienia wpedzaly mnie w to coraz bardziej i utwierdzaly w tym, ze nie ma juz po co zyc. Proszki... Najesc sie 30 kaps. Tramalu/2 opakowania Estazolamu - banal...! Tylko ze potem przychodzila zawsze szara rzeczywistosc na szpitalnym lözku. Podciete zyly...? Tak - tylko ze pozszywano mi je w szpitalu a potem w psychiatryku przewracalem sie przez 3 tygodnie z anemii, a trzymali mnie tam 7 miesiecy... Nalykalem sie trujacej rosliny - tylko ze efekt byl zaden... Wbijalem brudne igly pod skore, aby dostac sepsy i nawiac stad, z tego zycia - nie dawalo rady...

Ucieklem stamtad - tzn sie nie ze szpitala - ale z tamtego srodowiska... Tutaj gdzie zyje, spotyka mnie tyle samo cierpien, tyle ze innego kalibru. Niemniej bardzo raniacych i ponizajacych mnie. A wiec - zamienil stryjek siekierke na kijek, wpadlem z deszczu pod rynne.

Nigdy nie ocenialem samoböjcöw, tym bardziej ze sam sie z tym nosze od dawna. Wczesniej chcialem to zrobic w sposöb bardziej "humanitarny" (leki, trucizny, podciete zyly) - ale teraz juz bym nie dal rady dojsc do siebie i zniesc tego uczucia, kiedy budzisz sie i widzisz zatroskane a w rezultacie cyniczne spojrzenia lekarzy i pielegniarek i niemadre komentarze typu: "No i czy bylo warto...?" Nie, nie chce narazac sie na wstyd i upokorzenie po raz kolejny.

Boje sie skoczyc z mojego wiezowca - bo boje sie tych kilku sekund lotu - ale nie boje sie skoku pod pociag. Ok, moze i pisze ***** - oceniajcie mnie, jak chcecie - mozecie mnie wysmiac/zrozumiec/cos napisac - jest mi juz wszystko jedno. Czytalem gdzies tutaj na jednej ze stron internetowych list jakiegos ks. Adasko "Do samoböjcy". No wiec jeszcze zyje - jak on tam calkiem zyczliwie napisal - daje sobie te kolejne 2-3-5-7 dni do namyslu, przelykam policzki, ktore wymierza mi los dosc regularnie - i jakos przezywam kolejne dni. Ale jak dlugo podolam..? Jak dlugo..? Przy moich wahaniach nastroju, przy moim zwiazku otwartym, zawartym na gebe, jako konkubinat, gdzie ll strona pod pretekstem "nie bylo zadnych obietnic milosci/wiernosci" zyje po swojemu i mimo ze ja tego czlowieka ponad wszystko kocham, on mnie tylko lubi... I obiecuje, ze kiedys mnie pokocha, bo na to jakoby zasluguje... Bolesne kpiny i obrazliwe komentarze ze strony jego rodzicöw - przed ktorymi on mnie nawet obronic nie umie... Wizyty u lekarzy? Antydepresanty? Dziekuje. Przetestowano na mnie juz chyba wszystkie mozliwe. Nie dosc, ze dzialaja dopiero po 4-5 tygodniach, to i tak kiedys je musze odstawic, bo taki stan sztucznego napompowania i tak wczesniej czy pözniej mnie wyczerpuje - to nic naturalnego.

Ok, napisalem co chcialem. Ocencie jak chcecie. Pozdrawiam...

karmiszsiemną? - Wto 07 Cze, 2011

Cytat:
Niemniej otwartym do dyskusji z kazdym - niewazne, czy jestes ateista czy arcykatolikiem/prawoslawnym, mormonem, etc...

miło to słyszeć, bo ja jestem ateistą

Cytat:
Tylko ze potem przychodziła zawsze szara rzeczywistosc na szpitalnym lözku. Podciete zyly...? Tak - tylko ze pozszywano mi je w szpitalu

Rozumiem co znaczy obudzenie się po próbie samobójczej na szpitalnym łóżku, sam skoczyłem z ostatniego piętra bloku i po tym zostałem już nieźle połamany.

gdzieś niedawno przeczytałem że inteligencja to tylko jedna z cech prowadzących do szczęścia, więc twoje 2 kierunki studiów, wybacz, ale uważam za nic znaczącego. Mi od dziecka wpajali, że tylko nauką i mając piątki na świadectwie dojdę do czegoś, gówno prawda. Ze mną to akurat było tak że jak się obudziłem po trzech miesiącach po skoku w pełni świadomy, obiecałem sobie że nie pójdę do żadnej pracy do której namawiali mnie rodzice tylko do tej słabszej, ale takiej która mi odpowiada, może to głupie że takie proste decyzje podejmowałem dopiero po tym jak bylem bliski śmieci, ale dla mnie to było bardzo ważne.

no nic jako że odpisuje ci jako pierwszy to chciałem ci powiedzieć jak to ze mną było.

Iskiera_87 - Wto 07 Cze, 2011

przychodzisz i... juz w drugim zdaniu zaczynasz sie tłumaczyc, w dodatku zupelnie nie rozumiem po co, bo w dalszej części ANI SLOWA nie znalazlam na temat tego co komu zlego zrobiles...moze poza sobą samym, ale to przeciez tez nie bylo celowe, prawda? bylo wynikiem problemow, próbą ucieczki, odcięcia się od problemów. więc nie rozumiem dlaczego mielibysmy cie oceniać... a sam fakt ze tu jestes juz swiadczy o tym ze jednak chcesz zyc, dalej szukasz jakiejs pomocy.

coz. to o czym piszesz jest mi, przynajmniej po części, bliskie. co do tej 'bezwarunkowej' milosci w domu- odnosze wrazenie ze to jest jakis mit, ze to sie baaaardzo rzadko zdarza, nie wiem, moze 1-5%ludzi ma takie szczęście. Też nie chce liczyc, ile razy w zyciu dostalam wpier***, moze nie doslownie, wystarczylo ze ktos mi niby bliski, niby "przyjaciel", pokazal ile warte jest moje zaangazowanie i wszystko, co robię. no, zdarzało sie. nie mowie ze ciągle ale nadal mam z tego powodu problemy, tylko teraz tlumacze to sobie moim niedostosowaniem do tego co jest, a dostosowaniem do tego, co byc powinno. ;) i ze to ja tu mimo wszystko odnosze moralne zwyciestwo, bo to ja jestem fair. i to mi daje sile. gdzies w koncu zawsze znajdą się ludzie, którzy tez są- trudno o nich, ale ja takich juz spotkalam, i juz wiem ze sie nie zawiode. co do tego zwiazku...i pracy... wiem, ze niestety ludzie robia to, kiedy im na to pozwalamy. co robic? probowac wyznaczac swoje granice... innego wyjscia nie ma. wiem, ze trudno jest sie tego nauczyc (mi tez) i ze to boli...ewentualnie odwrocic sie na pięcie i trzasnac drzwiami, bo to nie są jedyne drzwi, gdziestam są na pewno jakies nastepne, tylko trzeba znalezc w sobie sile zeby ich poszukac...

a śmierc to nie jest rozwiazanie. a na pewno to jest rozwiazanie najgorsze z mozliwych.

pisz...

Ven - Wto 14 Cze, 2011

Czesc

Tym wtorkowym gosciem bylem ja.

Niestety wyrzucilo mnie za wczesnie - dlatego pozostalem jako gosc, mimo ze jestem zarejestrowany i VEN to moj nick.

Nie mam w tej chwili sily, aby cokolwiek opisywac. Mysle coraz intensywniej o samozagladzie. Tak jak czlowiek z nowotworem szuka rozpaczliwie pudelka z srodkami przeciwbölowymi, tak ja szukam ucieczki od tego koszmarnego zycia.

Tylko ze böl fizyczny jest niczym w poröwnaniu do tego psychicznego, duchowego - kiedy czujesz sie przegrany na wszystkich frontach, kiedy czujesz sie wyrzutkiem spoleczenstwa, kiedy rozpacz i przerazenie rozrywaja ci czaszke zaraz o swicie, po nocy pelnej koszmaröw, kiedy z przerazeniem stwierdzasz, ze to juz koniec, ze jestes w labiryncie rozpaczy nie do rozwiklania, ze kazda decyzja, jaka podejmiesz, bedzie brzemienna w skutkach... Bol fizyczny da sie zlagodzic/calkiem wyeliminowac - böl psychiczny zostaje niczym rozszarpana i niczym nie zaopatrzona ziejaca rana...

Nie mam juz absolutnie sil. Jezeli ktos ma ochote jeszcze cos do mnie napisac, zostawiam numer gadu - aby nie nazywalo sie, ze juz z göry przekreslilem wszystko i wszystkich.

35940593

Pozdrawiam Was wszystkich...

mucha - Sro 15 Cze, 2011

mam wrazenie, ze jestes bardzo konkretnym czlowiekiem Ven,
kiedy piszesz, ze jest samo dno- to wierze, ze tak jest.
ten powyzszy post pisany jako gosc zrobil na mnie wrazenie, tzn poruszyl mna-
przyznaje, ze duza wiekszosc postow jakie czytam, sa mi obojetne, po prostu od jakiegos czasu tak mam, pewne wydarzenia mnie zmienily.
mialam wrazenie, ze ogladam film- jeden z tych, ktore opowiadaja cale zycie jednego czlowieka, jego lata beztroskie, nawet zapowiadajace sukces, nastepnie wypelnione obowiazkami, rodzina, a tak naprawde wewnetrzna pustka i na koncu jego smierc. ¿yl - i juz go nie ma, po prostu juz go nie ma, a jego zycie bylo bez sensu, po nic.

tak naprawde jestes tak swiadomym czlowiekiem, ze nie wiadomo co powiedziec.
z reszta zawsze to co mowie, zalezy od mojej sytuacji. moze gdybym sama wlasnie nie zdala sobie z sprawy jak bezsensownie zmarnowalam ostatnie lata swojego zycia- wiedzialabym co napisac, ale nie wiem, sama sobie tez nie mam nic do powiedzenia. wiem tylko, ze juz nie reaguje jak dawniej. wczesniej bol psychiczny przekladal sie na mysli samobojcze, probowalam zagluszac go autoagresja, pozniej tabletkami - teraz w wiekszym stopniu zamienia sie w zgorzknienie i cynizm. przynajmniej jakies pozorne pocieszenie, ze juz nie jestem mala, bezradna, wrazliwa dziewczynka.
to co pisze Iskiera_87 wydaje sie dobre, moze wlasnie za jakas granica bol przestaje popychac do poddania sie, samobojstwa.

Gość - Sro 15 Lut, 2012

Moim zdaniem zasięganie opinii na ten temat u ludzi, którzy mają problemy sami ze sobą, czy nawet nie umieją/boją się zabić, nie jest dobrym posunięciem.
O coś takiego można zapytać wojskowego, albo lekarza - kogoś, kto bardzo dobrze zna anatomie ludzkiego ciała i sposób jego uśmiercania.
Mimo wszystko odradzam. Gdybym poddał się chwili zwątpienia, to bym już dawno ze sobą skończył. Należy wymazać taką opcje z głowy, przetrwać ciężkie chwilę. Zaraz będzie wiosna i będzie coraz lepiej.

Slayer

Nikt - Czw 08 Mar, 2012

Ja również chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. Właśnie zostałam wyzwana przez matkę i dziadka śmieciem, po raz kolejny. Mam już tego dosyć.
BadBlood - Wto 19 Cze, 2012

Szekspir w utworze ''Romeo i Julia'' przedstawił przecudowny sposób na popełnienie samobójstwa. Wypicie śmiercionośnego płynu... kiedy Romeo go wypił w kilka sekund umarł, i nie czuł bólu. Niestety, nie wiadomo czy taki napój istnieje... a jeśli istnieje to chciałbym go za wszelką cenę zdobyć...
Floyt - Wto 19 Cze, 2012

Istnieje - wódka i tabletki nasenne. Efekt praktycznie ten sam.
mucha - Wto 19 Cze, 2012

na pewno istnieje, na pewno tez istnieja znawcy tworczosci Szekspira i pewnie dobrze wiedza co wypil, biorac pod uwage owczesny stan wiedzy o ziolach i lekach. a moze wiedza, ze to byla calkowita bzdura.

Floyt - niepodobne to do Ciebie.

strukcja - Sro 20 Cze, 2012

"Połowa ludzi na świecie" prawdopodobnie w tracie łykania przeraziła się, bądź zrezygnowała z tych czynów. Nawet pod wpływem wielkich emocji człowiek posiada choć trochę rozsądku i racjonalnego myślenia.
Jak i tacy mocno schlani.

Floyt - Sro 20 Cze, 2012

Cytat:
Floyt - niepodobne to do Ciebie.

Podobne(a może się po prostu zmieniłęm), po prostu kiedyś uważałem ze niedobrze tak mówić bo to ułatwianie zejścia, sugerowanie, źle wpływa i tego typu rzeczy, a może nie miałem odwagi.
Teraz uważam że jak ktoś chce to i tak się zabije, ja nie ponosze za to odpowiedzialnosci bo to nie mój wybór, zresztą jego/jej prawo, to że to idiotyczne posunięcie to zupełnie inna kwestia (i to zawsze każdemu powiem). Ale przecież każdy też ma prawo do idiotycznych posunięć i wyborów.
Cytat:
A co do tabletek z wódką - nie byłabym taka pewna... Gdyby tak było, to nie byłoby połowy ludzi na świecie. Choć nie powiem, wolałabym, by to była prawda:D

Trzeba jeszcze wiedzieć co zażyć, gdzie bezpiecznie zdobyć, jak żeby nie odpaść w trakcie, ilości i co zrobić żeby tego nie wyrzygać. Cóż, bezbolesne i efektywne samobójstwo to raczej nie jest prosta rzecz.
Cytat:
"Połowa ludzi na świecie" prawdopodobnie w tracie łykania przeraziła się, bądź zrezygnowała z tych czynów. Nawet pod wpływem wielkich emocji człowiek posiada choć trochę rozsądku i racjonalnego myślenia.

Największy kryzys przychodzi gdy się już wie że już dawka poszła i za chwile będzie koniec game over, wielu ludzi wtedy wymięka, panikuje, dostaje wyrzutów sumienia. A poza tym instynkt to jednak potężne narzędzie. Żeby się zabić trzeba mieć sporo odwagi/być totalnie zobojętniałym na życie, ludzi i jego możliwości.
Chyba jednak lepiej fantazjować o samobójstwie - bezpieczniejsze, a tak samo przyjemne/dające ulgę... choć nie zawsze.
Ale to chyba garstka truizmów.

strukcja - Sro 20 Cze, 2012

Floyt, jestem osobą, która wręcz nienawidzi, gdy ludzie coś mówią i na tym kończą. Zdecydowanie wolę działanie zamiast słów. Może właśnie dlatego praktycznie nikt nie zna moich myśli?
mucha - Sro 20 Cze, 2012

jak dla mnie, to nigdy nie bylo co owijac w bawelne.
jednak zawsze podkreslalabym, ze to leki na recepte, ktorych praktycznie nie idzie zdobyc,
bo przed nimi jest cala gama innych nasennych, lecz nie tak niebezpiecznych. w ogole one wychodza z obiegu jako narkotyczne i nie o benzodiazepinach tu mowa.

ogolnie to nie powiedzialabym, ze smierc daje ulge- po prostu tak bym nie powiedziala,
ale fantazjowanie o samobojstwie na pewno tak.

niektore z tych fantazji sie spelnia... niektore dopiero po zdobyciu wiedzy z nieudanych prob.

i_co_dzień_to_samo - Wto 26 Cze, 2012

Zainteresowało mnie to forum, bo poruszacie tematy o których rozmyślam co dzień, niezależnie od tego, czy w moim życiu zdarzają się momenty szczęśliwe czy te bardziej przykre. Od kilku lat notorycznie zdarza mi się myśleć o samobójstwie. Nie ma takiego dnia, abym choć raz się od tego uwolniła i przyznam szczerze, że nienawidzę siebie za to, że nie umiem postawić wszystkiego na jedną kartę. Nie umiem zrobić jednego konkretnego kroku w stronę przejścia na drugą stronę i uwolnienia się od wszystkich strapień. Sama niszczę swoje życie, bo choć żyję z świadomością, że jestem kochana przez najbliższych to ciągle rwę się do rzeczy, które choć ulotnie przyjemne, po ich skończeniu rozwalają mnie dosłownie. Jestem przekonana o tym, że nie zginę w skutek śmierci naturalnej. A najgorsze jest to, że osoba dla której zaryzykowałam tak wiele, w chwili mojego załamania gdzie miała też miejsce próba podcięcia żył opuściła mnie. Gdy ja odchodząc od zmysłów, zaszyta w nocy na leśnym odludziu ważyłam losy swego życia, on nawet nie wykonał żadnego gestu w moją stronę. Wiem, że może wydawać się to dziecinne, irytujące, ale pomimo tego że obecnie jestem w podobno udanym związku to straciłam wiarę w człowieka. Jak wielu poprzedników ja również mam prawdopodobną wizję swojego końca i podcinanie żył to tym razem na pewno nie będzie. Scenariusz mniej więcej taki: udam się z garścią tabletek i butelką dobrego wina w miejsce, z którym wiążą mnie najwspanialsze wspomnienia i tak pogrążona w swych rozmyślaniach nad tym co było dawniej oddam się w ręce wieczności. Życie byle jakie to niech chociaż koniec nastąpi w "miłej atmosferze".

Tak to sobie wymyśliłam...

sergiejs1 - Sob 21 Lip, 2012
Temat postu: Jak?
Czytam, że pełno jest stron, które "doradzają" jak popełnić samobójstwo.
Szukam i tylko znajduję powierzchowne informacje (głownie odradzające) albo "małolatów" wypisujących jedno i to samo nic nie wnosząc, żadnej informacji.

Czy jest jakakolwiek strona "informująca" jak popełnić samobójstwo, sposobach złagodzenia bólu oraz jak przezwyciężyć instynkt samozachowawczy?

Gość - Sob 21 Lip, 2012

Ciągle szukam tego idealnego sposobu na wymazanie się z tego świata i jak nie znajdę to jednak skorzystam z spalin samochodowych. Boję sie jutrzejszej niedzieli i tej pustki, nijakości , bo jak długo można żyć czekając na to co nigdy nie nastąpi...
mucha - Nie 22 Lip, 2012

Cytat:
Czytam, że pełno jest stron, które "doradzają" jak popełnić samobójstwo.
Szukam i tylko znajduję powierzchowne informacje (głownie odradzające) albo "małolatów" wypisujących jedno i to samo nic nie wnosząc, żadnej informacji.


rzeczywiscie, tak to wlasnie wyglada.
bo nic nie zostanie Ci podane na tacy- taka regula zycia obowiazujaca wiekszosc ludzi.

sergiejs1 - Nie 22 Lip, 2012

mucha napisał/a:
Cytat:
Czytam, że pełno jest stron, które "doradzają" jak popełnić samobójstwo.
Szukam i tylko znajduję powierzchowne informacje (głownie odradzające) albo "małolatów" wypisujących jedno i to samo nic nie wnosząc, żadnej informacji.


rzeczywiscie, tak to wlasnie wyglada.
bo nic nie zostanie Ci podane na tacy- taka regula zycia obowiazujaca wiekszosc ludzi.



Już znalazłem, bardzo dobra strona pokazująca co, jak i bez bólu i co ważne skutecznie.

Dziękuje za wszystkie odp. :)

mucha - Sro 25 Lip, 2012

ciekawe co tam pisza.
nigdy bardzo nie szukalam, ale kiedys tez cos znalazlam. stronka oczywiscie nie byla polska i szybko zniknela, jednak z tego co pamietam i co teraz mysle- byly to istne wynalazki MacGyvera.

sergiejs1 jesli jeszcze bywasz, prosze podeslij mi link na pw, jestem ciekawa.

Floyt - Sro 25 Lip, 2012

Mucha ja to znalazlem :P poszukaj sobie w szałtboksie powinno jeszcze być.
Mat - Pią 14 Wrz, 2012

Witam. Postanowiłem skończyć z sobą ale nie mam pomysłu jak . Raz już próbowałem i w sumie dużo nie zabrakło i podobno mam teraz sprawne 1/3 wątroby. Nie jestem ubezpieczony zdrowotnie więc nie wiem czy mogę znowu łyknąć te tabletki co za 1 razem (apap). Nie chcę wylądować w szpitalu żeby nie sprowadzić na rodzine dodatkowych kosztów. Jestem też tchórzem i bardzo boję się bólu. Z góry dzięki za odp.
Iskiera_87 - Pią 14 Wrz, 2012

nie udzielamy tu takich rad, nie od tego jest to forum.

Mat, dlaczego?

mucha - Sob 15 Wrz, 2012

i tak lepiej byc ubezpieczonym Mat,
nawet na ta ostatnia chwile- nie chcialbys, zeby pogotowie wystawilo twojej rodzinie rachunek.

wiem o co chodzi z apapem i sama nigdy bym sie nie zdecydowala, poniewaz to gra w ruletke, pewnosci na smierc jest kilka/kilkanascie procent, zas na dalsze, nawet trwale problemy zdrowotne kilkadziesiat.

Mat - Sro 26 Wrz, 2012

Witam ponownie. Moja próba poraz drugi okazała się klęską , nawet to mi nie wyszło. Teraz jeszcze męczenie się bo wylądowałem na oddziale bez ubezpieczenia. Łykanie tabletek odpada bo po tym jak mnie wymęczyło wątpie że byłbym wstanie przełknąć większą ilość. Pod pociąg nie skocze bo pizduś ze mnie. Nie mam pojęcia co dalej zrobic , wiem napewno że nie chce już żyć
Gość - Pią 05 Paź, 2012

Zawsze możesz się powiesić. Skuteczność około 70%
black angel - Pią 05 Paź, 2012

gościu... nie przeginaj.

Mat,co masz dalej robić?Żyć!Szukać pomocy!
Zgłaszam sprawę na policję.Jak sam nie umiesz sobie pomóc,to zawiozą Cię do szpitala i dostaniesz skierowanie na oddział psychiatryczny.

Floyt - Wto 09 Paź, 2012

Cytat:
Zgłaszam sprawę na policję.Jak sam nie umiesz sobie pomóc,to zawiozą Cię do szpitala i dostaniesz skierowanie na oddział psychiatryczny.

To jest wg Ciebie forma pomocy ? Wiesz ile warta jest taka rozmowa w szpitalu po odwiezieniu przez policję ? Powiem Ci. NIC.
Nie mówiąc o tym że może zwyczajnie nakłamać a stres związany z taką sytuacją tylko pchnie go do tego co chciał zrobić.

tal - Nie 21 Paź, 2012
Temat postu: Moje końcowe tygodnie
Witam od dluzszego czasu juz wiem ze za niedlugo sie powiesze niemam srodkow do zycia powoli praca ktora posiadam niewystarczy by pokryc zobowiazania splaty zachowku oraz oplaty wszelkie czyli zycie. Mam wszystko jzu przygotowane butelka 0.7 dla zminimalizowania swiadomosci moze przy okazji polkne mieszanke sproszkowanych roznych lekow mam paski zaciskowe na rece i nogi by sie nierozmyslic w trakcie bo poprostu niestac mnie by zyc dalej finansowo myslalem by sprzedac mieszkanie i wyruszyc jeszcze w swiat pozwiedzac ale to mieszkanie dziadkow ktorych ostatnia wola bylo bym mieszkal w tym mieszkaniu wiec pozostane tutaj do konca moj post to nie wolanie o pomoc poprostu jestem zdecydowany bo musze byc zdecydowany w sytuacji jakiej jestem niemam rodziny gdyz to wlsnei przez matke i ciotke ktore splacam dokladnei zachowek musze odejsc z tego swiata napisze im to w koncowym liscie wrescie dostana swoje pieniadze kosztem mojego zycia ktore wychodzi tyle jest warte ile ich zadania wobec mnie
nijaka26 - Pon 22 Paź, 2012

Ja myślę, że pisząc tu masz jakąś nadzieję. Każdy ją ma, nawet gdy zaprzecza.
Nie masz jakiś przyjaciół, którzy mogliby Ci pomóc finansowo?
A nie da się odejść od spadku po cioci i mamie? Chyba był jakiś określony czas na zrzeszenie się spadku? Nie znam się na tym, niestety.
Tyle przed Tobą... Nie umieraj. Żyj.
Tak widocznie musi być, każdy ma inne problemy, ale zobacz-każdy je ma. Walcz, nie poddawaj się!

tal - Pon 22 Paź, 2012
Temat postu: Moje końcowe tygodnie
spadek to jest mieszkanie moje jedyne miejsce zameldowania dostelm je mieszkajac z dziadkami po tym jak zostalem wyrzucony z mieszkania przez ojczyma i matke dziadkowie przepisali mi mieszkanie bo to jedyny spsosob by zapewnic mi dach nad glowa przynajmneij tak sie im wydawalo bo niedokonali wydziedziczenia corek ktore upomnialy sie z zazdrosci ze nic niedostaly splaty odemnie zachowku czyli "matka" i "ciotka" rodzina to najwieksze zagrozenie jak widac i to nie od dzis bo od rodziny dostaje sie najbardziej po dupie. Zadajac odemeni tych pieniedzy wiedzialy ze niebede w stanei ich slacic wiec tym samym skazali mnie na smierc walczylem rok czasu placac z oszczednosci i pracujac czyli wegetowalem w koncu zrozumialem ze musze sie pogodzic z ewentualnoscia smierci dlatego niebylo latwo ale przyzwyczailem sie ze to nastapi dlatego to nie tak ze to jest tak ze powiedzialem sobie za 3 tyg umieram to etap dluzszej kontemplacji nad sytuacja pozatym mam powazne problemy z kregoslupem przepuklina dysku ktora utrudnia podjecie pewnych stanowisk pracy ktore daja wieksze pieniadze walcze ze zdrowiem walcze z rodzina walcze z samym soba i jest to nierowna walkadla jednostki ale w miare jestem juz przygotowany jesli mozna byc na cos takiego gotowym ale odejde po walce niepoddalem sie odrazu lecz czasmi poporstu jest za duzo PS: postanowilem tutaj napisac nie by komentarze innych osob zmienily moje zdanie bo poprostu to jest neimozliwe ale dlatego by poprostu o tym powiedziec anonimowo gdyz nikt sie tego niedomysla i nikomu niedawalem powodow by domyslal sie ze moge popelnc samobojstwo Zostalo mi do zalatwienia kilka spraw z wydziedziczeniem matki ojczyma i siostry zeby niedorwaly w rece tego mieszkania i mojego majatku zalatwie to jak nalezy tym razem
mucha - Pon 22 Paź, 2012

mam wrazenie, ze zamiast zaczynac splacac zachowki, oszczednosci trzeba bylo przeznaczyc na dobrego radce prawnego/adwokata i je zniszczyc. wyplacanie zachowkow musi odbywac sie pod pewnymi warunkami i nawet jako dluznikowi nalezy Ci sie zachowanie srodkow zyciowych. wiem, ze ciezko wierzyc w polskie sądy, ale mysle, ze idzie tam cos ugrac, oczywiscie chojnie oplacajac odpowiedniego adwokata. walczyles w sądzie?

ale tez zdaje sobie sprawe jakie to musialo byc przygniatajace.
ostatecznie nie dziwi mnie Twoja decyzja.

Gwenhwyvar - Wto 23 Paź, 2012

Tal przykro mi czytać Twoje słowa. Szkoda, że nie masz obok siebie kogoś, komu mógłbyś powiedzieć to co nam napisałeś... kogoś, kto po prostu by przy Tobie był w tych ciężkich chwilach.
Mateusz - Wto 25 Gru, 2012

Witam,nie wiem czemu w ogóle tu piszę cokolwiek.
Mam 20 lat,wyprowadziłem się z domu,mam 400 euro miesięcznie alimentów przez następne 4 lata,szukam pracy a za rok,kiedy poprawię maturę idę na studia,od półtora roku ćwiczę intensywnie na siłowni a od 4 lat pływam na basenie,jestem doświadczonym Morskim Ratownikiem latem-cudowne chwile mam też wyćwiczone ciało,nawet sporo dziewczyn stara się ze mną zapoznać...ALE od pół roku nie ma dnia w którym nie myślę o śmierci,a ostatnio nie myślę o tym czy umrzeć ale jak umrzeć.

I chyba już wiem,za te 1600 zł kupię 3 gramy crack'u albo po prostu kokainy i zrobię złoty strzał,nigdy nie ćpałem,maryśkę paliłem może z 6 razy w życiu więc taka dawka powinna mnie zabić,szczególnie jak popiję kochanym J&B .

Nie wiem jak to się ułożyło,nigdy nie miałem wielu przyjaciół a jak miałem to zawsze odchodzili,3 lata temu poszczęściło mi się i zakochałem się w pewnej Dziewczynie lecz traktowałem ją nie tak jak zasługiwała bym ja traktował,a nawet zerwałem z nią myśląc że tak będzie lepiej dla niej i dla mnie.
Ale pomyliłem się,tak jak wielką pomyłką i ironią jest moje życie gdzie ukrywam łzy za maską bycia zajebistym kiedy tak naprawdę nikt mnie nie lubi.
Oczywiście ona jest szczęśliwa i kiedy umówiłem się z nią na kawę musiałem wysłuchiwać jak to dobrze zrobiliśmy rozstając się.

Dziwnym jest to że zawsze pomagałem ludziom,nigdy od kiedy skończyłem 18 lat nie starałem się kogoś skrzywdzić,Kretyni wierzący w Karmę widząc jak chujowo u mnie się dzieje przestali by natychmiast wierzyć że dobry uczynek jest wynagradzany.

Kiedy jakimś cudem coś choć na chwilę jest w stanie rozpalić światełko w tej ***** dolinie ciemności,zawsze brutalnie jest gaszone,od pewnego czasu pocieszałem się tym że w Sylwester zostałem zaproszony do fajnej dziewczyny,poznam nowych ludzi,pogadam etc,zgadnijcie co ? 23 grudnia dowiaduje się że wszystko odwołane.
Wiem że to nic strasznego ...duperel.
Naprawdę wiele jest takich ''dupereli'' w moim życiu które cegiełka po cegiełce przeważają moje siły,nie pamiętam kiedy ostatnio byłem szczęśliwy.

Dobra do rzeczy : Narkotyki to dobra metoda ? sądzę że tak duża dawka powinna powalić 92kg chłopa co wy na to ?

mucha - Wto 25 Gru, 2012

rety... kolego Mateuszu, chyba zarty sobie robisz.
w gruncie rzeczy malo zabawny sposob.

Mateusz - Wto 25 Gru, 2012

Niestety nie,Wigilia,święta,wspólne oglądanie filmu z kochaną siostrą a ja cały czas myślę jak zajebiście było by nigdy nie istnieć.

Nie chce pić by zatapiać smutki,jedyną przyjemność daje mi wysiłek fizyczny,najlepiej taki żebym zdychał i nie miał czasu o niczym innym myśleć.

I nie wiem czy to jakieś ***** krzyczenie o pomoc,że piszę na tym forum skoro nikt nie wie o tym jak się czuję poza kumplem który kiedyś przyłapał mnie z pustą 0.7l zapłakanego z nożem obok,tylko że każdą jego radę można o kant dupy obić jak np to żebym spróbował z innymi kobietami zamiast z tą którą rzuciłem - z psa na baby nagle zamieniłem się w gościa któremu nie chcę się nawet próbować z innymi,zrezygnowałem z imprez dla których kiedyś potrafiłem zrobić wszystko.Spać nie potrafię już normalnie,do 6 rano myślę,zagryzam wargi do krwi lub kiedy jestem sam w pokoju po prostu szlocham a potem zasypiam i to jest jedyna chwila w której nie jestem nieszczęśliwy.

Zresztą temat służy innemu celowi,macie może informacje o dawkach śmiertelnych popularniejszych narkotyków ? albo znacie kogoś kto próbował tego ? oficjalnie chciałem zaznaczyć że chodzi mi tutaj tylko o informacje gdyż jestem ciekaw - nikt nie może zostać podciągnięty do odpowiedzialności prawnej za podżeganie do samobójstwa gdyż jak zaznaczyłem oficjalnie informacje te posłużą mi tylko jako lekturę do zaspokojenia..powiedzmy ciekawości.

Mateusz - Wto 25 Gru, 2012

Zaznaczam że to nie żaden lekki dół,bo prezenty chujowe,to trwa już na poważnie od 2-3 miesięcy.
SoulEater - Wto 25 Gru, 2012

Nie chciało mi się czytać całego tematu więc odwołam się do pytania w temacie ;)

Nie lepiej popełnić samobójstwo jak najboleśniej żeby wyryć na duszy cierpienie swojego życia ?

Mati - Wto 25 Gru, 2012

To nie jest oczywiste ? samobójcy nie chcą cierpień,oni szukają końca cierpień.
SoulEater - Wto 25 Gru, 2012

Ból i cierpienie to to samo ? Ból może być niewyobrażalnie przyjemny ;) Ale nie w tym rzecz. Gdybym miał się zabić wolałbym to zrobić boleśnie. Jak najboleśniej.
wyimaginowana - Wto 25 Gru, 2012

SoulEater napisał/a:
Ból i cierpienie to to samo ? Ból może być niewyobrażalnie przyjemny ;) Ale nie w tym rzecz. Gdybym miał się zabić wolałbym to zrobić boleśnie. Jak najboleśniej.


Mogę zapytać dlaczego?

SoulEater - Sro 26 Gru, 2012

Cytat:
żeby wyryć na duszy cierpienie swojego życia


To przenośnia ale chyba nie muszę wszystkiego mówić w prost. Poza tym nie chce umierać przepełniony nienawiścią, złością, żalem. Chce umrzeć czysty. A nic nie oczyszcza tak jak upragniony ból. I jest jeszcze wiele powodów dla których lepiej się zabić boleśnie ale nie chce mi się rozpisywać.

mucha - Sro 26 Gru, 2012

jesli na powaznie - na tej stronie, pare postow wyzej jest post tala, czytales go?

dawek smiertlenych nikt tu nie bedzie wypisywal, chyba, ze ktos Ci na pw napisze.
odrobinka sprytu i na podstawie roznych informacji z googli mozna to wywnioskowac.
ale nie kupuj, bo tylko niepotrzebnie zamrozisz pieniadze. mysle, ze wkrotce sie ogarniesz.

Floyt - Sob 29 Gru, 2012

Cytat:
Zresztą temat służy innemu celowi,macie może informacje o dawkach śmiertelnych popularniejszych narkotyków ? albo znacie kogoś kto próbował tego ? oficjalnie chciałem zaznaczyć że chodzi mi tutaj tylko o informacje gdyż jestem ciekaw - nikt nie może zostać podciągnięty do odpowiedzialności prawnej za podżeganie do samobójstwa gdyż jak zaznaczyłem oficjalnie informacje te posłużą mi tylko jako lekturę do zaspokojenia..powiedzmy ciekawości.

Niestety to co tutaj napiszesz, nie wpłynie na prawo ani opinię prokuratora. Więc w ten sposób pomóc Ci nie moge.
Mogę Ci pomoć, rozmawiając z tobą, ewentualnie proponując udanie się do specjalisty - mi to pomogło a byłem podobnej sytuacji dawno temu.

Upadły Nieumarły - Pią 07 Lut, 2014

Ludzie... Ile wy macie lat żeby odczuwać strach przed śmiercią? Jak sie was momentami czyta to aż smiac sie chce. "Ale pomyśl o cierpieniu jakie sprawisz bliskim" pomyślcie, ze niektorzy ludzie sluchaja takich tekstów od 6 roku życia. Pomyślcie jakie to jest uczucie jak jest sie ciaganym po psychologach i psychiatrach od dzieciństwa. Jak 2 i 3 klase podstawówki spędzą sie w psychiatryku, a potem jeszcze ***** 5 klase po nieudanej próbie samobójczej.
*****. 4 razy obudzilem sie w szpitalu po nieudanych próbach, bo ***** mnie znalezli i "uratowali". A jeszcze cudowniejsze jest jak ***** gałąź na której chcialo sie powiesić sie łamie.
A cierpienie bliskich? Niech se cierpią. Nie obchodzi mnie to. Skoro sami doprowadzili do tych wszystkich prob to niech se cierpią. Zawsze mowili co robić, zawsze pchali na sile antydepresanty i psychotropy zamiast zainteresować sie i pomoc normalnie. To nie. Magiczne pigulki zalatwia karzdy problem psychiczny. No ***** na pewno. Tylko zatlu.ia to miliardy myśli, ale nic nie pomaga poza tym. Nie pomaga rozwiazac problemow, tylko je tlumi.
Sorry ale ***** jak juz znajomi i ich rodzice zrzucają sie na laserowe usuwanie blizn i to jeszcze za granica to jest cos nie tak. Zwlaszcza z "rodzinka" ktora ma wszystko w dupie bo woli jarać blanty niż sie wlasnym synem i jego problemami zainteresować. Zresztą mam znowu zamiar sprobowac sie zajebac bo mam juz ***** dość wszystkiego, a zwlaszcza tego ze kobieta która kocham bez granicznie przerobila moja psychikę na szmatę do podlogi, podarta, zurzyta sciere.
Zresztą jak jest przyjemność z bezbolesnej śmierci? Tym razem mam plan taki, ze nie ma chuja żeby m ie odratowali. Garść antydepresantow, butelka burbona, porządne ciecia kwzdłuż żył i do tego wisienka na torcie

mucha - Pią 07 Lut, 2014

Cytat:
Jak sie was momentami czyta to aż smiac sie chce.

oj tak, za każdym razem, gdy czytam tak "bardzo mądrych" i tak "bardzo dorosłych" dzieciaków, które uważają, że po 16-20 latach życia są już tak bardzo doświadczeni życiem, że będę pouczać ludzi 2x starszych od nich.
Cytat:
Ile wy macie lat żeby odczuwać strach przed śmiercią?
- mistrzostwo świata ::spoko:
Cytat:
Pomyślcie jakie to jest uczucie jak jest sie ciaganym po psychologach i psychiatrach od dzieciństwa.

no straszne, straszliwe!, to dopiero są prawdziwe tortury i ból! a nie jakaś pier.dółka, jaką dla rodziców jest utrata dziecka.
Cytat:
Skoro sami doprowadzili do tych wszystkich prob to niech se cierpią

i nie będę kur... nosił czapki jak jest -20st.C !!!

nie zaprzeczam, że Twoi rodzice chyba nie są zbyt dobrzy w tej roli, ponieważ nawet 4 próbami samobójczymi nie udało Ci się ich odpowiednio zainteresować sobą. ponadto śmiem twierdzić, że jeśli ktoś bardzo chce umrzeć, to wychodzi mu to za drugim razem, ponieważ po pierwszym nieudanym razie człowiek już wie co zmienić, żeby następnym razem się udało.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group